Siedzę właśnie w kolejnej sterylnej poczekalni i wciąż mam wrażenie, że utknęłam w jakimś absurdalnym, koszmarnym śnie, z którego za chwilę się obudzę. Mam 35 lat, własną, prężnie działającą firmę i żyłam w naiwnym przekonaniu, że jedząc zdrowo, trenując i pracując na najwyższych obrotach, trzymam swoje życie pod absolutną kontrolą, a na założenie rodziny po prostu przyjdzie “odpowiedni moment”, gdy domknę kolejny projekt. Kiedy podczas zwykłych badań kontrolnych lekarz zamilkł, a na ekranie USG pojawił się ten cholerny, niepasujący do niczego cień, mój idealnie zaplanowany świat zatrzymał się w ułamku sekundy. Od kilku tygodni żyję jakby za grubą, lodowatą szybą – patrzę na ludzi biegnących z kawą do biura, machinalnie odpisuję na maile od klientów, ale w środku czuję tylko paraliżujące odrealnienie i niedowierzanie, że to perfekcyjnie naoliwione ciało mogło mnie tak brutalnie zdradzić…
