2026-10-02

  • Zaawansowana choroba

Wszystkie rodzaje raka

Złość w chorobie paliatywnej: na ciało, los, lekarzy, Boga, rodzinę i cały świat

Złość w chorobie paliatywnej: na ciało, los, lekarzy, Boga, rodzinę i cały świat

Czasem wystarczy, że ktoś zdrowy narzeka na korek albo na zmęczenie, a w środku Ciebie wzbiera fala złości. Rzadko mówi się o niej na głos, a jest jedną z najczęstszych, najbardziej ludzkich emocji w zaawansowanej chorobie.

W pigułce

  • Złość w zaawansowanej chorobie to częste i normalne uczucie, nie wada charakteru.
  • Teoria „pięciu etapów” nie jest sztywną drabiną. Badanie z „JAMA” (2007) pokazało, że emocje nie idą po kolei.
  • Gniew na ciało to reakcja na utratę sprawczości i kontroli.
  • Złość na lekarzy często kryje bezsilność. W Polsce masz prawo do leczenia bólu (art. 20a).
  • Gniew na Boga i los burzy założenie, że świat jest sprawiedliwy. Praca nad sensem (Breitbart) działa jak bufor przed rozpaczą.
  • Najwięcej złości dostają najbliżsi, bo przy nich czujemy się bezpiecznie.
  • Połykana złość bywa zmęczeniem i utratą sensu. Terapia godności (Chochinov) pomaga czuć się widzianym.
  • Czasem złość to sygnał leczalnej przyczyny: bólu, sterydów, depresji. Warto powiedzieć o niej zespołowi.

Złość nie jest „etapem”, który da się odhaczyć

Wielu pacjentów słyszało o „pięciu etapach”: zaprzeczenie, złość, targowanie się, depresja, akceptacja. Ten schemat pochodzi od psychiatry Elisabeth Kübler-Ross z 1969 roku.

Warto wiedzieć jedno. Kübler-Ross opisywała to, co zaobserwowała u umierających osób. Nie twierdziła, że istnieje sztywna drabina uczuć.

Późniejsze badania to potwierdziły. Zespół Prigerson i Maciejewskiego sprawdził tę teorię empirycznie. Wyniki opublikowano w 2007 roku w prestiżowym czasopiśmie „JAMA”.

Wniosek był jasny. Emocje nie układają się w równy, przewidywalny porządek. Ludzie wchodzą w nie i wychodzą, wracają, mieszają.

Co to oznacza dla Ciebie? Nie jesteś „zacofany w żałobie”, jeśli złościsz się od miesięcy. Nie robisz nic źle, jeśli złość wraca po spokoju. To nie błąd. To normalny rytm trudnego doświadczenia.

Złość ma też swoją funkcję. Bywa sygnałem, że dzieje się coś ważnego. Czasem mówi o bólu, czasem o stracie, czasem o bezsilności. W kolejnych sekcjach rozkładamy ją na czynniki.

Kiedy własne ciało wydaje się zdrajcą

Przez całe życie ciało było po naszej stronie. Niosło, leczyło drobne rany, słuchało. Teraz zawodzi. To rodzi szczególny gniew.

Pomocna bywa pewna analogia. Wyobraź sobie dom, w którym mieszkałeś dekady. Nagle pękają ściany, a Ty nie masz na to wpływu. Złość na taki dom jest zrozumiała.

Z ciałem jest podobnie. Zmęczenie, ból, utrata sił, zmiana wyglądu. Każda z tych rzeczy odbiera kawałek sprawczości. A utrata kontroli to jedno z głównych źródeł gniewu.

To powszechne doświadczenie. Część pacjentów mówi wprost: „Nienawidzę swojego ciała”. Inni czują to bez słów, jako napięcie i rozdrażnienie.

Ta złość nie jest słabością charakteru. Jest reakcją na realną stratę. Nazwanie jej często przynosi ulgę, bo przestaje działać w ukryciu.

Złość na lekarzy i na cały system

Pacjenci często czują gniew na lekarzy. Na pośpiech, na kolejki, na suchy ton. Czasem na samego posłańca złych wieści.

Pod tą złością zwykle kryje się coś jeszcze. Bezsilność. Strach. Poczucie bycia „numerem w kolejce”, a nie człowiekiem.

Tu pojawiają się ważne polskie realia. Od 2017 roku obowiązuje art. 20a ustawy o prawach pacjenta. Mówi on jasno: pacjent ma prawo do leczenia bólu.

To nie jest grzeczność personelu. To obowiązek placówki. Ma ona oceniać ból, leczyć go i sprawdzać skuteczność leczenia.

Pacjent ma więc prawo dopytywać. Ma prawo prosić o wyjaśnienie, o drugą opinię, o kontakt z psychoonkologiem. Część złości słabnie, gdy człowiek odzyskuje głos w rozmowie z zespołem.

Duże organizacje onkologiczne, jak ESMO i ASCO, idą o krok dalej. Zalecają, by opiekę paliatywną i wsparcie psychiczne włączać wcześnie, równolegle z leczeniem. Nie dopiero „na końcu”. To nie jest poddanie się. To standard dobrej opieki.

„Za co mnie to spotkało?” — złość na Boga i na los

To pytanie zadają sobie nawet osoby niewierzące. „Dlaczego ja?”. „Czym sobie na to zasłużyłem?”.

U jego źródła leży założenie, które nosimy w głowie od dziecka. Że świat jest sprawiedliwy. Że dobrym ludziom dzieją się dobre rzeczy.

Choroba brutalnie burzy to założenie. I rodzi gniew na Boga, na los, na „niesprawiedliwy porządek”. To głęboko ludzka reakcja, nie grzech ani brak wiary.

Tu pomocna bywa praca nad sensem. Psychiatra William Breitbart z nowojorskiego ośrodka Memorial Sloan Kettering stworzył terapię skupioną na znaczeniu.

W badaniu opublikowanym w 2015 roku w „Journal of Clinical Oncology” sprawdził jej skuteczność. Pacjenci z zaawansowanym rakiem brali udział w spotkaniach o sensie i wartościach.

Wniosek był poruszający. Poczucie sensu działało jak bufor. Chroniło przed rozpaczą i poczuciem beznadziei, nawet u osób u kresu życia.

Co to oznacza dla Ciebie? Sensu nie trzeba „znaleźć” w wielkiej formule. Bywa nim relacja, wspomnienie, coś ważnego do dokończenia. W polskich hospicjach wsparcie duchowe oferuje kapelan. Rozmowa z nim bywa pomocna także dla osób spoza Kościoła.

Dlaczego złość najczęściej spada na najbliższych

Oto bolesny paradoks. Najwięcej gniewu dostają ci, którzy kochają najmocniej. Partner, dzieci, rodzice.

Mechanizm jest prostszy, niż się wydaje. Przy obcych trzymamy fason. Przy bliskich opuszczamy gardę.

Wybuchamy tam, gdzie czujemy się bezpiecznie. Tam, gdzie wiemy, że ktoś nie odejdzie po jednej trudnej scenie. Złość na bliskich jest więc, paradoksalnie, dowodem zaufania.

Dla rodziny to ważna wiedza. Kübler-Ross radziła bliskim jedno. Warto nie brać tej złości w pełni do siebie.

To nie znaczy znosić wszystko w milczeniu. To znaczy rozumieć, skąd płynie ten gniew. Pod spodem często jest lęk i poczucie utraty, nie niechęć do konkretnej osoby.

Złość na zdrowych i na „cały świat”

Samotność dopada w tłumie. Wokół toczy się zwykłe życie. Ludzie planują wakacje, narzekają na drobiazgi, śmieją się.

A Ty patrzysz na to z innego brzegu. Rodzi się gniew i zazdrość. „Dlaczego oni mogą, a ja nie?”.

To uczucie bywa obciążone wstydem. „Przecież nie powinienem nikomu zazdrościć zdrowia”. A jednak wielu chorych to czuje. To nie czyni ich gorszymi ludźmi.

Ta złość mówi o stracie zwykłości. O tęsknocie za życiem, które wydawało się oczywiste. Nazwanie jej bez oceniania siebie zwykle ją łagodzi.

Gdy złość zamienia się w milczenie

Złość nie zawsze wybucha. Czasem jest połykana. „Nie będę obciążać rodziny”. „I tak nikt nie zrozumie”.

Połykany gniew nie znika. Zmienia formę. Bywa zmęczeniem, wycofaniem, poczuciem, że nic nie ma sensu.

Psychiatria nazywa pokrewny stan demoralizacją. To poczucie utraty znaczenia i nadziei, opisane m.in. przez badacza opieki paliatywnej Davida Kissane’a. Różni się ono od depresji, choć bywa z nią mylone.

Tu pomaga wzmacnianie godności. Profesor Harvey Chochinov opracował tzw. terapię godności. W badaniu z 2011 roku w „The Lancet Oncology” pacjenci u kresu życia opowiadali o tym, co w nich ważne i trwałe.

Wnioski były wymowne. Taka rozmowa poprawiała poczucie sensu i godności w doświadczeniu końca życia. Pomagała ludziom czuć się widzianymi, a nie tylko „chorymi”.

Ważne jest też monitorowanie cierpienia psychicznego. Organizacja NCCN traktuje dystres jak „szósty parametr życiowy”. Zaleca, by o niego pytać tak rutynowo, jak o tętno. Milcząca złość zasługuje na uwagę, nie na lekceważenie.

Jak rozmawiać, gdy złość wybucha

Złość trudniej rani, gdy jest nazwana. Zamiast ataku pomocne bywa proste zdanie. „Jestem teraz wściekły i nie wiem, na co dokładnie”.

To przesuwa rozmowę. Z oskarżania drugiej osoby na opisywanie własnego stanu. Bliski przestaje się bronić, a zaczyna słuchać.

Pomocne bywają komunikaty „ja”. „Czuję bezsilność”, zamiast „znowu mnie ignorujesz”. To drobna zmiana o dużej sile.

Dla bliskich jedna rzecz bywa bezcenna. Nie trzeba od razu naprawiać ani uciszać. Czasem wystarczy zostać obok i przyjąć tę falę.

Kiedy złość to sygnał czegoś leczalnego

Czasem rozdrażnienie ma przyczynę medyczną. I tu jest dobra wiadomość: wiele z tych przyczyn da się złagodzić.

Nieleczony lub niedoleczony ból daje ciągłą irytację. Trudno być spokojnym, gdy ciało nieustannie boli. Ból nowotworowy można skutecznie łagodzić, a pacjent ma do tego prawo.

Znaczenie mają też leki. Sterydy, jak deksametazon, bywają potrzebne, ale czasem nasilają napięcie i drażliwość. To znana ich cecha, nie „charakter” chorego.

Inne przyczyny bywają bardziej ukryte. Zaburzenia metaboliczne, zmiany w mózgu, majaczenie, niewyspanie. Każda z nich potrafi zmienić nastrój.

Złość bywa też twarzą depresji. To częste w chorobie zaawansowanej i poddaje się leczeniu. Warto powiedzieć o niej zespołowi, podobnie jak o bólu czy gorączce.

Konkretne Kroki

Poniżej praktyczne propozycje na „tu i teraz”. Wybierz to, co pasuje do Ciebie.

  • Zapisuj momenty wybuchów. Przez kilka dni notuj, kiedy złość rośnie. Pora dnia, sytuacja, poziom bólu. Taki obraz pomaga zespołowi odróżnić emocje od przyczyny medycznej.
  • Powiedz o złości lekarzowi lub pielęgniarce. Pomocne bywa jedno zdanie: „Jestem ciągle rozdrażniony, czy to może być ból albo leki?”. To otwiera temat bez wstydu.
  • Skorzystaj z prawa do leczenia bólu. Jeśli ból utrudnia życie, możesz poprosić o jego ocenę i skuteczniejsze leczenie. Daje Ci to art. 20a ustawy o prawach pacjenta.
  • Poproś o kontakt z psychoonkologiem. W ośrodkach onkologicznych i hospicjach często jest dostępny. Wsparcie psychologiczne należy do opieki, nie jest „fanaberią”.
  • Umów rozmowę z osobą duchową, jeśli czujesz gniew na Boga lub los. W hospicjum jest kapelan. Rozmowa bywa pomocna także dla osób niewierzących.
  • Daj bliskim prostą instrukcję. Możesz powiedzieć wprost: „Gdy wybucham, nie naprawiaj. Po prostu zostań obok”. To zdejmuje z nich poczucie winy.
  • Wprowadź jedno zdanie-bezpiecznik. Umów z rodziną sygnał: „Potrzebuję chwili sam”. Pozwala wyjść z napięcia bez kłótni.
  • Rozważ uporządkowanie spraw formalnych. Część pacjentów odczuwa ulgę, gdy zabezpieczy upoważnienia medyczne, dostęp do kont czy testament. Świadomość, że to ogarnięte, często obniża lęk i drażliwość.
  • Sięgnij po telefon wsparcia w trudnej chwili. W Polsce działają m.in. infolinie fundacji onkologicznych. Czasem łatwiej powiedzieć złość komuś z zewnątrz.

Ten artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji z lekarzem. Każda sytuacja jest inna. Decyzje o leczeniu bólu, lekach i wsparciu psychologicznym warto omówić z zespołem prowadzącym, lekarzem rodzinnym lub zespołem opieki paliatywnej.

Autor: Redakcja FAQRAK

Weryfikacja merytoryczna: Alina Neugebauer

Data aktualizacji: 02.10.2026

Bibliografia

  • Kübler-Ross, E. (1969). On Death and Dying. New York: Macmillan. (źródło historycznego modelu „pięciu etapów”, opisanego jako obserwacje, nie sztywna sekwencja)
  • Maciejewski, P. K., Zhang, B., Block, S. D., Prigerson, H. G. (2007). An Empirical Examination of the Stage Theory of Grief. JAMA, 297(7), 716–723. doi:10.1001/jama.297.7.716
  • Chochinov, H. M., Kristjanson, L. J., Breitbart, W. i in. (2011). Effect of dignity therapy on distress and end-of-life experience in terminally ill patients: a randomised controlled trial. The Lancet Oncology, 12(8), 753–762. doi:10.1016/S1470-2045(11)70153-X
  • Breitbart, W., Rosenfeld, B., Pessin, H. i in. (2015). Meaning-Centered Group Psychotherapy: An Effective Intervention for Improving Psychological Well-Being in Patients With Advanced Cancer. Journal of Clinical Oncology, 33(7), 749–754. doi:10.1200/JCO.2014.57.2198
  • Ustawa z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, art. 20a (prawo do leczenia bólu; nowelizacja z 2017 r.). Dz.U.2024.581 t.j.

Powiązane artykuły